Fascynacja dojrzałością...
Oni z tamtego wieku

 

"SZUKAŁEM recepty na życie i oparcia w starości. Miałem respekt do dojrzałości przeczuwając w niej spokój, który tak trudno mi odnaleźć. Uważałem, że odnajdę przeciwwagę do młodzieńczego szaleństwa, inną drogę niż Nirwana (...) Zawiodłem się! Przyzwyczajony do ekspresów, samolotów, bezpośrednich relacji satelitarnych, chciałem przeskoczyć sto lat bez szacunku dla czasu. Zdawałoby się, że nic z nich nie wyciągnąłem, lecz posiadłem intymność drugiego człowieka. Dotarłem do skarbu, do którego jeszcze nie dorosłem..."

TE MYŚLI, jakby w pośpiechu rzucone na papier, oddają całą bezradność kogoś, kto usiłował słowami wyrazić to, co zafascynowało go w ludziach bardzo już dojrzałych, urodzonych w zupełnie innej epoce, inaczej odbierających też współczesność. Bo i słowa są bezradne... Zwłaszcza, że spisywał je bardzo młody człowiek, zaledwie 21-letni Andrzej Łazowski, utalentowany fotografik, dla którego aparat stał się nie tylko narzędziem do obrazowania świata, ale też pomocą w jego odkrywaniu i zrozumieniu. To ważne - wiedzieć, że naciska się spust nie tylko po to, aby coś odzwierciedlić, ale też żeby się jeszcze czegoś nauczyć, czegoś nowego doświadczyć. Tutaj, jak szczerze wyznał, chciał przechwycić sekret długowieczności. Jednak: "... aparat i lampa nie dały nic. Technika nie pomogła zrozumieć człowieka..."

Ale fascynacja - nazwijmy ją późną dojrzałością - pozostała. Efekt jej oglądaliśmy niedawno w witrynie i wnętrzu MPiK, który wespół z Towarzystwem Przyjaciół Szczecina, zorganizował tę ciekawą wystawę fotografii. Kolejną wystawę, Łazowskiego, bo ten młody twórca, ma już w swoim dorobku kilka ekspozycji indywidualnych i zbiorowych, też za granicą: w Bremerhaven. Ale ta jest przecież jedyna w swoim rodzaju. Te fotografie każą nam przystanąć, zmuszają nas do refleksji. I to niekoniecznie nad starością.

"Ileż kojącej mądrości..." - napisał Andrzej Tomczak w katalogu wystawy. Powtarzamy to za nim.

Elżbieta Bruska
Kurier Szczeciński


Powrót