|
Chcę
dożyć stu lat?
Jest we mnie strach
przed śmiercią -
i pragnę
by nigdy ona nie nastąpiła.
Ta myśl nie pozwala mi znaleźć miejsca. Ciągle zadawałem sobie pytanie:
co będzie po mojej śmierci, kiedy umrę, kiedy, kiedy, kiedy...?
I wówczas postanowiłem przechwycić sekret długowieczności. Był jedyny
cel - dotrzeć do tych nieprzeciętnych, którym los dał to szczęście
(?). Chciałem to odnaleźć w ich ciałach i twarzach.
Jednej pani odjąłem 40 lat - całe życie Billa Clintona! Ten okres
nie pozostawił na niej żadnego śladu - już wtedy była staruszką.
I w niej nic nie odnalazłem.
A chciałem dowiedzieć się ... Czego?
Wspomnienia
falbanek matki, smaku niepasteryzowanego mleka, cienia lampy naftowej
na kołysce, dojrzewania i pierwszego kochania.
Szukałem recepty na życie i oparcia w starości. Miałem respekt do dojrzałości przeczuwając
w niej spokój, który tak trudno mi odnaleźć. Uważałem, że odnajdę
przeciwwagę do młodzieńczego szaleństwa, inną drogę niż Nirwana.
W końcu ja i oni wszyscy jesteśmy dziećmi "Fin des siécle's". Zawiodłem
się! Przyzwyczajony do ekspresów, samolotów, bezpośrednich relacji
satelitarnych, chciałem przeskoczyć sto lat bez szacunku dla czasu.
Zdawałoby się, że nic z nich nie wyciągnąłem, lecz posiadłem intymność
drugiego człowieka. Dotarłem do skarbu, do którego jeszcze nie dorosłem.
Być może to wszystko chciałem... Nowożytne dzieci wyznania technicznego
- aparat i lampa nie dały nic. Technika nie pomogła zrozumieć człowieka.
Andrzej Łazowski
wrzesień 1994
|

|
|
|
Życie,
wezbrany potok spraw, zdarzeń
i namiętności ludzkich.
Człowiek,
kwintesencja życia. Zrodzony do życia. Ale też człowiek zrodzony
i po to, żeby odejść.
Bo historia i los człowieka od zawsze i na zawsze spokrewnione są
z nieuchronnością przemijania.
Narodziny i śmierć.
Kamienie milowe.
Nieuchronność.
Odwieczny exodus.
Młodość - pełnia - starość.
- Człowiek!
- Cóż znaczy w ziemskim epizodzie?
- Skąd pochodzi?
- Dokąd zmierza?
- Kim jest?
Pozostawiony przez każdego z nas ślad jest zapisem burzliwych losów,
uniesień i wzruszeń, samotności
i szaleństw, cierpień i bólu, miłości
i okaleczeń, porywów i upadków, jest echem minionej młodości, cichnącą
euforią dni, miesięcy i lat, jest spłowiałym listkiem nad gasnącym
firmamentem życia.
Twarze,
wzruszające chusty pamięci.
Oczy,
widzące aż tyle i tak daleko wstecz.
Dłonie,
obejmujące te wszystkie lata
w spontanicznym geście czułości lub zaciskające się w pięści
w bezsilnym proteście przeciwko pustce i samotności.
Serca,
oszalałe ptaki nadziei.
Przystaję zadumiony
nad ludzkim losem pełnym radości i goryczy.
Przyglądam się zatrzymanym
w kadrze postaciom.
Ile w nich kruchości i ciszy.
Ileż w nich krzyku i cierpienia.
Ileż kojącej mądrości...
- Oni - już teraz starzy, a jeszcze wczoraj tak zachłannie i żarłocznie
młodzi.
Zatrzymani. Znieruchomiali. Dla nas.
Andrzej Tomczak
|
|