W powtarzających się obrazach - kilkadziesiąt metalowych sześciobocznych trumiennych blach, na nich szereg powtarzających się przedstawień twarzy przyjaciół znajomych i krewnych. To tworzenie różnorodnej więzi z odbiorcą wobec indywidualnych wyobrażeń fotografowanych ludzi - jak mogą wyglądać będąc nieżywymi. Wyobrażenia pochodzącego głównie z relacji i sfery wiedzy o portrecie pośmiertnym odbiorcy i nadawcy (osoby pozującej, portretowanej i oglądającego) Ja w tej pracy dokonuję ich powiązania pod postacią zastosowania i nadaniu odpowiedniej formy przedstawieniu, dodaniu irracjonalnego poczucia upływu czasu - postarzeniu obrazów oraz zapewnieniu im odpowiedniego kontekstu do prezentacji - czystej, białej przestrzeni galeryjnej, gdzie prace te mogą być eksperymentalnie wyekstrahowane z niby zamierzonego trumiennego śmiertelnego kontekstu, tego, co rozumiemy pod postacią rzeczywistej czy udawanej śmierci. Interesującym pomysłem podczas zamierzonej prezentacji tych prac w rodzinnym Szczecinie będzie konfrontacja na miejscu w galerii postaci portretowanych z ich "pośmiertnymi" przedstawieniami. Pomysł ten można dalej eksplikować.
Cała ta symulacja i gra jest możliwa ponieważ wszystko to jest udawaną projekcja odwróconego świata świadomości i wszystko dzieje się tylko dzięki ideoplastycznemu wyobrażeniu. Gdyż w nim mogą znaleźć ujście fobie i wszystkich wszelkie indywidualne wyobrażenie swojego portretu jaki być może będzie na nagrobku albo trumnie. Albo jak będzie wyglądał będąc starym to takie memento mori dla wszystkich. Przypominanie wyobrażeń bądź doświadczeń i zapobieżenie odsuwaniu ich od świadomości; powrót od granic nieobecności. Prace te może będą wywoływać zadumę może przerażać może straszyć odwołując się do emocji.
Próbując jeszcze raz wypunktować i uszeregować, dlaczego zdecydowałem się na realizację "portretu pośmiertnego"
Po pierwsze portret obrazowanie przedstawienie czy obecność drugiego człowieka jest zawsze dla mnie źródłem inspiracji i od wielu lat głównym nurtem fotograficznej aktywności. Jest więc to rozszerzenie problemu ludzkiego istnienia, kondycji będącego w obrębie mych zainteresowań.
Po wtóre jest to wskazanie na dychotomię obrazu fotograficznego. Kreowanego wizerunku. Moich znajomych i przyjaciół - ludzi stosunkowo młodych. Zachowanie ich dzisiejszej witalności w stanie pełni sił, kwiecie wieku. Próba ich zmodelowania i przeniesienia na płaszczyznę przyszłości do "późniejszego nieuchronnego czasu" by w przyszłości na starość nie musieli wykonywać swoich wizerunków
Po trzecie, to symulację jak wyglądali by oni gdyby byli nieżywi. Może będzie to takie symboliczne uśmiercenie. Przeniesienie tych ludzi na drugą stronę poza ich pojęcie śmierci bądź snu jako nieobecności. W innej interesującej płaszczyźnie to wyraz delikatnej agresji i selekcji, która unicestwia obrazowanego człowieka pozbawiając go tożsamości i niszcząc jego dobrą, czy wolną wolę. Problemowość i zróżnicowanie określa rodzaj konfrontacji - delikatnej walki czy destrukcji żywych na poziomie wyobrażeniowym i powierzchniowym Życzenia i intencje moje lub odbiorcy pozostawać muszą na poziomie powierzchniowym tworząc dystans inaczej pozostawiłyby ślad na osobie portretowanej, a tego bym absolutnie nie chciał.
Po czwarte, to może ten przedśmiertny portret pośmiertny jest swoistą grą z resztkami metafizyki. Dialogiem, być może, z góry skazanym na niepowodzenie. Niemożliwością. Zmierzeniem się, podjęciem dialogu z nieuniknioną konsekwencją bytowania w świecie. Narodzinami rozwojem - destrukcją i śmiercią. Próbą bycia w jakiejś mierze fotograficznym kronikarzem śmierci.
I po piąte już żartobliwie to wpisanie się w poznański fenomen fascynacji śmiercią Podczas mojej 6 letniej edukacji w Poznaniu ze zdumieniem obserwowałem jak wielkim powodzeniem zwiedzających cieszyły się prezentacje bezpośrednio związane rytuałami, sztuką pogrzebową lub cmentarną czego dowodem było niesamowite powodzenie z przed dwóch lat ekspozycji w MNP "Vanitas - Portret trumienny na tle sarmackich obyczajów pogrzebowych"

Andrzej Łazowski

 

Memento mori dla wszystkich

"W pogrzebach Polaków tyle jest okazałości i pompy, że prędzej wziąłbyś je za tryumfy, niż za pochowanie umarłych" odnotowuje w 1696 roku w swych pamiętnikach Bernard O'Conor.
Wówczas, czas od śmierci do pogrzebu wypełniały liczne przygotowania do ceremonii. Układano specjalne teksty zawiadomień, przygotowywano dom, ustawiano katafalk lub budowano zamek boleściwy. Z sarmacką ceremonią pogrzebów związany był portret trumienny. Portret zmarłego był jednym z iluzorycznych elementów parateatralnego przedstawienia łączącego doczesność z tajemnicą zaświatów. Na portrecie ukazywano człowieka w pełnym blasku świeckiej dumy i godności, podkreślonej odnalezieniem własnego miejsca w rodowym genealogicznym ciągu pokoleń oraz niejako powolne Bogu Ojcu dziecko, z trwogą i powagą oczekujące na przyjęcie do życia wiecznego. Nieboszczyk, przedstawiony jako osoba żywa, uczestniczył we własnym pogrzebie, dziękując ustami oratorów w wygłaszanych w pierwszej osobie mowach pożegnalnych za przybycie, doznane dobrodziejstwa. Atmosferę refleksji nad wartościami nieprzemijającymi przerywał wjazd na koniu aktora ucharakteryzowanego na podobieństwo nieboszczyka. Upadkiem z konia symbolizował śmierć.
Po zakończeniu ceremonii materialne rekwizyty jej oprawy na ogół pozostawały w kościele. Portrety trumienne wieszane w kaplicach bądź nawach, tworzyły szczególne galerie. Czasem - zyskując architektoniczną bądź snycerską oprawę, zdobiły ściany, przejmując funkcję portretów epitafijnych.
W 1933 roku w warszawskim Muzeum Wojska, na wystawie zabytków z czasów Stefana Batorego i Jana III Sobieskiego, po raz pierwszy wyraźnie odróżniono sześciokątne malowane na blasze portrety trumienne od epitafijnych owali nazwanych portretami nagrobkowymi.
W okresie powojennym portret trumienny zaczął pojawiać się na stałych ekspozycjach w wielu polskich muzeach. W niektórych powstają systematycznie poszerzane kolekcje malarstwa trumiennego. Dziś najliczniejsze zbiory posiadają: Muzeum Narodowe w Warszawie i Poznaniu, Muzeum Archidiecezji Gnieźnieńskiej, Muzeum w Wilanowie a także Lwowska Galeria Obrazów i Lwowskie Muzeum Historyczne.
Portretem trumiennym zainteresował się szczeciński artysta fotografik - Andrzej Łazowski. Ten młody twórca, pasjonat ludzkich twarzy, poświęcił temu tematowi swą pracę dyplomową na Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu.
"Portret - obrazowanie, przedstawienie czy obecność drugiego człowieka jest dla mnie źródłem inspiracji i od wielu lat głównym nurtem fotograficznej aktywności. Jest dla mnie rozszerzeniem problemu ludzkiego istnienia. Portret jest również kreowaniem wizerunku moich przyjaciół i znajomych - ludzi stosunkowo młodych. Trwałym zachowaniem ich dzisiejszej witalności. Próba ich zmodelowania i przeniesienia na płaszczyznę przeszłości do "późniejszego nieuchronnego czasu" by w przyszłości nie musieli wykonywać swoich wizerunków. Tworząc trumienne portrety wykonuję symulację ich wyglądu, jakby już nie żyli. Jest to symboliczne uśmiercenie, przeniesienie na drugą stronę. Sądzę, że taki przedśmiertny portret jest swoistą grą z resztkami metafizyki, swoistym dialogiem z nieuniknioną konsekwencją bytowania w świecie. Jest dla mnie próbą bycia fotograficznym kronikarzem śmierci". Tyle sam artysta. Nam pozostaje czekać na wystawę.
Wystawa planowa jest na Zaduszki (02 listopada 2000 roku o godzinie 18.00) w Galerii Miejsce Sztuki OFFicyna.

Bogdan Twardochleb
Kurier Szczeciński