Spotkanie z Ryszardem Rolką

 

Przed kilkoma dniami myślałem o Ryszardzie Rolce. Zawsze takie uśmiechnięte chłopisko. Wielki i zawsze pogodny. Dawno go już nie widziałem. I już go nie zobaczę, dowiedziałem się, że już odszedł.

Niemiecki pisarz Lichtenburg powiadał: "Bardzo mnie zawsze boli, gdy umiera utalentowany człowiek. Świat bowiem bardziej potrzebuje takich ludzi niż niebo". Takim był właśnie Ryszard Rolka - dla nas wszystkich.

Ponad 10 lat temu Ryszard Rolka udzielił mi wywiadu w cyklu Spotkanie z..., pamiętam nasze spotkanie jakby to było wczoraj. Długa przemiła rozmowa i zabawna sesja fotograficzna. Odprowadził mnie na przystanek...
Później wybieraliśmy zdjęcia do wywiadu, śmiejąc się mówił: te najbardziej groźne.
Andrzej Łazowski
styczeń 2005

 

Studia artystyczne odbył w latach 1961-68 w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie na Wydziale Architektury Wnętrz w pracowni prof. Kazimierza Nity. Od ponad 25 lat mieszka w Szczecinie. Bierze udział we wszystkich ważniejszych wystawach okręgowych, ogólnopolskich i zagranicznych. Wystawy indywidualne rysunków, grafik i akwareli. Nagrodzony kilkanaście razy w konkursach - m.in.: Ogólnopolski Konkurs na Pracę Dyplomową im. F. Bartoszka i Z. Bobowskiego - wyróżnienie (1968 Warszawa), Konik Morski - I miejsce (1981), Krajobraz Polski - III Miejsce (1982 Elbląg).

 

- Jest Pan znaną postacią w środowisku plastycznym i nie tylko. Okazała postura kontrastuje z finezyjnymi i abstrakcyjnymi rysunkami, które są najbardziej charakterystycznymi dla pana twórczości. Skąd pan czerpie inspiracje do nich?

- Bardzo łatwo jest wyobrazić sobie rysunek. Jednak później trudno jest to przenieść na papier. Człowiek jest niewolnikiem narzędzia. Muszę walczyć z papierem, ale czasami zdarza się, że przegrywam pierwszy bój. Wówczas odkładam pracę i dopiero po jakimś czasie do niej powracam, z bardzo dobrym skutkiem.
Na przykład dlaczego Tomaszewski miał znakomite i rewelacyjne plakaty. Każdy student miał jakiś pomysł, który był inspiracją dla profesora. To była kopalnia pomysłów. A skąd ja je biorę? Najczęściej z obserwacji życia codziennego. Ponieważ pracuję na dużych formatach - często korzystam ze swoich rysunków. Wówczas wybieram ciekawy fragment, powiększam i przerysowuję. I wtedy powstaje kolejny, ciekawy rysunek.

- Ukończył pan ASP Wydział Architektury Wnętrz w Warszawie. Czy na szczecińskiej ziemi realizował się pan w tej dziedzinie?

- Pierwsze prace, jakie wykonałem w Szczecinie, był wyłącznie związanie z architekturą. Pracowałem w zespole. Zaprojektowaliśmy m.in. dom kultury w Nowogardzie, dom wypoczynkowy w Żabnicy, kasyno w Świnoujściu, dom wczasowo-wypocznkowy dla WPC-u. Dopiero później przeszedłem na grafikę użytkową i reklamową.

- W latach 70. zajmował się pan często dekoracjami miejskimi, które w wielu przypadkach miały charakter propagandowy, a czasem zgoła "maskujący". Jaki jest obecnie pana stosunek do tej pracy?

- Robiliśmy... bowiem wszyscy to robili, a kto nie miał zamówień - ten zazdrościł. Pytanie to odbieram jako zarzut, że "coś takiego" się robiło. Kończyłem Akademię Sztuk Pięknych, Wydział Architektury, specjalizacja wystawiennictwo. Czyli praca, którą wykonywałem, była absolutnie zgodna z moim wykształceniem. Należy przy tym pamiętać, że każdy artysta jest w jakimś stopniu osobą publiczna (Starowieyski powiada, że artysta nie może być skromny). I w związku z tym odpowiadałem na zapotrzebowanie publiczne. W tym czasie państwo było jedynym zleceniodawcą, w pełnym tego słowa znaczeniu. Jakoś nie było zleceń z koncernu Coca-Coli ani Philipsa czy księcia Rainera, by udekorować mu Monaco. Opozycja też nie zlecała. A mój stosunek do tego jest taki, że każda praca powinna być wykonywana dobrze, nawet ta destrukcyjna. Bo za to płacą. Obecnie również pracuję w reklamie i nie mam żadnych reklamacji ze strony klientów. To jednak świadczy o klasie.

Ryszard Rolka

- W ubiegłym roku na wystawie akwareli w restauracji-galerii "U Barbary" poznaliśmy pana jako pejzażystę. Czym tłumaczyć taką metamorfozę?

- Otrzymałem propozycję wykonania kilku rysunków do teki "Szczecin - impresje", z okazji 750-lecia nadania praw miejskich Szczecinowi. Zrobiłem kilka prac: zakwalifikowały się 4 grafiki. Długo poszukiwałem ciekawych ujęć i wówczas uświadomiłem sobie, że nasze miasto jest niezwykle interesujące. Musiałem to utrwalić. Dodatkowo wszystko zbiegło się z 750-leciem nadania praw miejskich. I to mnie zainspirowało do dalszej pracy. Twierdzę, że wystawa się podobała. Dowodem jest sprzedaż większości akwareli.

- Mieszka pan na obrzeżach Szczecina. Wyraźnie widać po wystroju domu, iż stworzył go profesjonalista. Czy specjalnie wybrał pan to miejsce z dala od zgiełku miasta?

- To był czysty przypadek. Wracając do domu późną porą pojechałem taksówką. Żaliłem się, że ciężko pracuję a muszę mieszkać z teściami. Taksówkarz zaproponował mi sprzedaż swojej działki budowlanej. Pojechaliśmy i spodobało mi się. To jest cudowne miejsce. Cisza, czyste powietrze i co najważniejsze - blisko na ryby.

- Koledzy twierdzą, iż jest pan najlepszym wędkarzem wśród plastyków. Dlaczego to hobby zauroczyło tak wielu szczecińskich plastyków?

- To jest fascynujące zajęcie, podczas którego odpoczywam. Idę sobie nad wodę, rzucam spławik i tylko myślę: biorą nie biorą. Jednak łowienie ryb nie jest najważniejsze. Dla mnie ważniejszą sprawą jest obcowanie z przyrodą.

- Czy zamierza pan powrócić do swoich wspaniałych rysunków, czy może przenieść te formy na płótno?

- Nigdy nie będę tworzył na płótnie. Rysunek i grafika rządzą się zupełnie innymi prawami. Moje prace nie zyskałyby na tym.
A tak właściwie nie odszedłem od rysunku. Po prosty nie mam czasu na tworzenie. Praca nad jednym rysunkiem trwa około tygodnia. Na wystawę indywidualną trzeba narysować ich aż 25. A przecież nie zawsze mam ochotę rysować. Mam poza tym inne obowiązki, m.in.: utrzymać rodzinę.

Ryszard Rolka

- Pańskie plany na przyszłość?

- Plany na przyszłość ma się wtedy, gdy wstępuję się w dorosłe życie. Moje plany się wypełniają. Mam dzieci, zbudowałem dom i posadziłem drzewa. Teraz nadchodzi pora podsumowania.
Natomiast, że zrobię jeszcze 7 i pół rysunku lub jedną wystawę, to też plany. Ale niegodne wspominania, gdyż uważam, iż są one powinnością każdego artysty.

- Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów.

Rozmawiał i portretował: Andrzej Łazowski

Wywiad został opublikowany w Dzienniku Szczecińskim w dniu 30 czerwca 1994 roku