Bliźnięta

Już od ponad trzech lat przygotowuję album "Bliźnięta polskie". Obecnie wykonałem ponad 150 portretów. Zapraszam wszystkie bliźnięta chętne do pozowania. Zawsze możecie mnie spotkać podczas Europejskiego Festiwalu Bliźniąt w Szczecinie.

Głos: Jak to się stało, że zainteresował się pan portretami bliźniąt?

A.Ł: Nie pamiętam dokładnie, kiedy to było. Pomysł robienia zdjęć bliźniętom pojawił się podczas jednego z Europejskich Festiwali Bliźniąt, które odbywają się w sierpniu w Szczecinie. Wspólnie z Markiem Sztarkiem, organizatorem festiwalu, czuliśmy, że należy uwiecznić pary, odwiedzające Szczecin. Teraz to już tradycja. Co roku fotografuję kilkadziesiąt par przyjeżdżających na festiwal. Na swoim koncie mam już ponad 150 portretów bliźniąt.

Czy fotografuje pan tylko wybrane pary?

A.Ł: Różnie. Na początku fotografowałem wszystkie bliźnięta, które stawały w kolejce do zdjęcia. Teraz już jestem bardziej wybredny. Szukam interesujących bohaterów. Zwracam uwagę na stopień podobieństwa, liczy się także atrakcyjność fizyczna.

Wydał pan dwa kalendarze ze zdjęciami bliźniąt. Prawie na wszystkich zdjęciach pary są identycznie ubrane...

A.Ł: Nigdy nie narzucam swojej woli osobom biorącym udział w sesji. Ubranie czy uczesanie to ich wybór. Większość bliźniąt przyjeżdżających na festiwal ubiera się identycznie. One wiedzą, że wtedy podwójnie przyciągają wzrok.

Czy fotografowanie bliźniąt to duże wyzwanie?

A.Ł: Co najmniej podwójne, a czasami nawet potrójnie. Bardzo ciężko ujarzmić dwoje dzieci podobnych do siebie, jak dwie krople wody. Nigdy nie wiadomo, jak które ma na imię. Poza tym, gdy już człowiek w końcu ustawi jedno, zawsze jeszcze pozostaje drugie. Muszę się przyznać, że kilka razy skapitulowałem i nie zrobiłem zdjęć. Dzieci były tak niesforne, że w żaden sposób nie mogłem sobie z nimi poradzić. Poza tym miałem ograniczony czas. Na festiwalu muszę się uwijać jak w ukropie. W ciągu dwóch dni robię kilkadziesiąt zdjęć. To prawdziwe wyzwanie.

Nad czym teraz pan pracuje?

A.Ł: Marzy mi się kalendarz z bliźniętami - niemowlętami. Szukam i czekam na sygnały od rodziców, którym w tym roku urodzą się bliźnięta. Poza tym cały czas pracuję nad projektem "Bliźnięta polskie". W przyszłym roku ma się ukazać pierwszy album. Będzie on podsumowywaniem mojej czteroletniej pracy z bliźniętami. Już na początku kwietnia cześć zdjęć będzie można obejrzeć na stronie internetowej http://lazowski.szczecin.art.pl/twins. Jednak marzy mi się coś większego. Chciałbym stworzyć album prezentujący rodzeństwa wielodzietne z całego świata. Być może jeszcze w tym roku uda mi się pojechać na największy festiwal bliźniąt, który odbywa się w Ohio w USA. Co roku spotyka się tam kilka tysięcy par bliźniaczych. Mógłbym rozpocząć swoją światową kolekcję. Chciałbym kiedyś sfotografować najstarsze bliźnięta na świecie i dotrzeć do słynnych gdańskich pięcioraczków.

Rozmawiała:
Agnieszka Pochrzęst
Wywiad z Głosu Szczecińskiego z dnia 9-10 marca 2002

w górę
w dół
pasek.jpg