Kościół Mariacki w Chojnie to symbol miasta, w którym się znajduje. I trudno się dziwić, gdyż jego potężna sylwetka z przeszło stumetrową wieżą zdecydowanie dominuje w panoramie. Była zresztą takim symbolem - tyle że dużo mniej oficjalnym - jeszcze przed rozpoczęciem odbudowy, gdy pozbawiona dachu fasada i okaleczona wieża robiły nie mniejsze wrażenie (niektórzy twierdzą, że nawet większe) niż obecnie. Malownicza ruina przyciągała artystów i filmowców - na czele ze słynnym dziś duńskim reżyserem Larsem von Trierem, który w ruinach chojeńskiego kościoła Mariackiego kręcił w 1990 roku część scen do nagrodzonego później w Cannes filmu "Europa".

Dziś ten znajdujący się w trakcie rekonstrukcji zabytek jest symbolem nie tylko w pejzażu architektonicznym, lecz także w pejzażu przemian, zachodzących przez ostatnie 15 lat na pograniczu polsko-niemieckim. Od 1989 roku jest miejscem corocznych ekumenicznych nabożeństw z udziałem katolickich i ewangelickich wiernych i duchownych z obu stron Odry.

Obiekt odbudowywany jest wspólnym wysiłkiem Polaków i Niemców, którzy z niemałym trudem zdobywają fundusze (głównie w Republice Federalnej Niemiec) na kolejne kosztowne etapy tego przedsięwzięcia. Podziwiać należy talenty mediacyjne i dyplomatyczne obu stron, zwłaszcza że główna inicjatywa odbudowy wyszła od mieszkających tu do 1945 roku Niemców, czyli tzw. ziomków. Przez blisko pół wieku po wojnie stanowili oni dla Polaków symbol wielkiego zagrożenia i najgorszego zła. Był to skutek głównie komunistycznej propagandy i istnienia "żelaznej kurtyny", ale także owoc niezabliźnionych i głębokich ran, jakie pozostawiły w nas wojenne okrucieństwa i krzywdy. Mimo tego balastu bez większych jak dotąd kontrowersji udało się w Chojnie/Königsbergu porozumieć co do wspólnego celu. To zasługa zarówno mieszkańców miasta, jak i zaangażowanych w to księży i władz kościelnych oraz oczywiście Niemców. Inna sprawa, że po pierwszych spotkaniach z tzw. ziomkami okazało się, że wcale nie mają oni rogów, a spod płaszczy nie wystaje im diabelski ogon. Wręcz przeciwnie: to bardzo kulturalni i spokojni starsi ludzie, którzy po tym istnym polu minowym niemiecko-polskich zaszłości poruszali się z profesjonalną dyplomacją i wyczuciem, bez arogancji i buty. Co nie znaczy, że nie czekają nas żadne kontrowersje i spory (np. co do wykorzystania budowli). Być może warto nawet uznać dziś, że polityczna poprawność i kurtuazja w polsko-niemieckich dyskusjach spełniły już swą doniosłą rolę. Zaraz po 1990 roku były to nieodzowne elementy w budowaniu fundamentów transgranicznej koegzystencji. Ale teraz potrzebne są bardziej otwarte i szczere rozmowy, byśmy się np. nie zaskakiwali roszczeniami majątkowymi ani wzajemnie nie licytowali cierpieniami wypędzonych Polaków i Niemców. Ostatnich kilkanaście miesięcy pokazało, że nie zawsze owocnie i konstruktywnie wykorzystywaliśmy nasze spotkania.

Trwające od początku lat 90. dzieło odbudowy chojeńskiej perły architektury nie jest jeszcze zakończone i mimo ogromnego postępu do finału bardzo daleko. Ale już teraz dysponujemy wspaniałym obiektem, który jest naszą dumą, ale też wielkim wyzwaniem. Świątynia nie pełni na co dzień funkcji liturgicznych, a więc co robić, by tętniła życiem częściej niż raz czy dwa razy w roku? Jak pełniej wykorzystywać na przykład świetną akustykę wnętrza i jego wielką przestrzeń? Bo każdy symbol wymaga pielęgnacji, serca, ludzkiego zaangażowania - inaczej grozi mu obumarcie i przeistoczenie się w piękną, lecz pustą wydmuszkę.

Dobrze więc, że ten monument żyje nie tylko w świadomości mieszkańców Chojny, ale także szczecinian - takich jak Andrzej Łazowski i jego studenci z Europejskiej Szkoły Fotografii ze Szczecina, którzy zorganizowali tu w maju plener fotograficzny. Bo kościół Mariacki to część pejzażu nie tylko Chojny, ale całego regionu. Taka perspektywa zwiększa szanse na ożywienie budowli. Znamienne jest także hasło pleneru i wystawy: "Kościół w krajobrazie". To ważne, by nie patrzeć na niego w oderwaniu ani od krajobrazu (czasem bardzo brzydkiego), ani od lokalnej społeczności.

Jeden z głównych orędowników odbudowy - nieżyjący już Günther Kumkar z Hanoweru (mieszkający pod Chojną do 1943 roku) powiedział na początku lat 90., że wieża kościoła Mariackiego jest jak wskazujący palec, wzniesiony w niebo i wyznaczający środek Europy. Na pewno G. Kumkar rozumiał to na swój, bardzo osobisty sposób, jako człowiek, w którego życie zabytek ten wrył się głęboko już we wczesnym dzieciństwie. Jakie te słowa mogą mieć znaczenie dla nas? Może takie, że środek Europy jest dla nas - Europejczyków zawsze tam, gdzie żyjemy - niezależnie od faktycznego adresu? Bo Europę każdy z nas nosi głęboko w sercu, a wartości europejskie urzeczywistnia tam, gdzie na co dzień mieszka.
Być może to zbyt daleko posunięty idealizm czy wręcz utopia. Ale nawet jeśli tak nie jest, to wierzmy, że tak być powinno.

Robert Ryss
sierpień 2004



Pauk Piotr    Burzyńska Katarzyna    Kraśniewski Adam    Czekan Ewelina
Andrzej Łazowski    Andrzej Łazowski    Andrzej Łazowski    Andrzej Łazowski
Ośródka Grzegorz    Ośródka Grzegorz    Ośródka Grzegorz    Ośródka Grzegorz
Raducha Piotr    Raducha Piotr    Raducha Piotr    Chorosz Magdalena
Ekiert Tomasz    Ekiert Tomasz    Zdebski Mirosław    Zdebski Mirosław
Turbaczewski Konrad    Turbaczewski Konrad