|



|

Jeżeli jest jakakolwiek skala trudności
w sztuce fotografii i według niej próbuje się ocenić tematy
fotograficzne, to z pewnością portret należy do najtrudniejszych.
Po pierwsze - przed aparatem fotograficznym znajduje się
często człowiek pełen bojaźni, skrytości, kaprysów, fałszywej
pychy i dumy lub po prostu szary, nijaki, przeciętny i wcale
nierzadko mało fotogeniczny; którego należy "odkryć".
Po drugie - fotografowany jest jednym z największych krytyków
własnego portretu, wykazującym cechy despoty i tyrana. Krytykiem
bezwzględnym i wymagającym, aby fotografia odpowiadała obrazowi
jaki on sam wymyślił o sobie, na ogół dużo lepszemu niż
niesie rzeczywistość.
Po trzecie - przeciętny widz patrząc na portret sąsiada,
znajomego czy ogólnie znanej osobistości doszukuje się skazy
ułomności, do której mógłby się odnieść.
Po czwarte - sam fotograf pełen artystycznych ambicji, twórczych
zapędów, balansuje na krawędzi pomiędzy teatralną fikcją
a "własną wizją" obiektywnego dokumentalisty.
Z takimi trudnymi problemami boryka się każdy ambitny fotograf
- portrecista, w tym także Andrzej Łazowski - autor portretów
szczecinian.
Funkcją fotografii
nie jest wyłącznie rejestrowanie rzeczywistości. Łazowski
próbuje zerwać konwencjonalną maskę i odkryć, oczom innych,
ukryte wnętrze człowieka. Jest to jego walka o zachowanie
dystansu, rezerwy i intymności; rozgrywka pomiędzy odpowiedzialnością
autora a zerwaniem bariery przeciętności. Przeciętność zawsze
oznacza zapomnienie i śmierć. Fotografia, a w szczególności
portret, nie wie co znaczy granica między życiem a śmiercią.
Jest jasnowidząca: pokazuje rzeczy niewidzialne - złapane
w krótkiej chwili poprzez ulotny refleks światła i tajemniczą
głębię cienia. Andrzej Łazowski przekonał nas, że fotograficzny
portret to nie tylko identyfikacja oblicz. Jeśli ma być
sztuką, to musi być przywołaniem wspomnienia. Łazowski osiągnął
to przez ujawnienie tła, które jest przestrzenią życia osoby
portretowanej, bądź przez uchwycenie jakiegoś przeżycia,
które zostawiło swoje piętno w małym fragmencie oświetlonej
twarzy.
Grzegorz
Przyborek
Łódź, 27
marzec 1996
|